niby o feminizmie..
magdalena.kedzierska
Na początek wyjaśnienie: po co tutaj ten feminizm…?? Przecież ogólnie wiadomo, że feministki to kobiety, które “nie odnalazły w sobie piękna” (ks. Piotr Pawlukiewicz, beczkowe rekolekcje wielkopostne 2007), “odreagowują swoje niepowodzenia z mężczyznami”, “baby, co to nie wiedzą, czego chcą” (mniej radykalne odpowiedzi z ankiet, które aktualnie przeprowadzam…) W ogóle mądrość ludowa jest wieczna jak Rzym i powiada, że “sfiksowały, bo chłopa dawno nie miały” (znana wszystkim Seksmisja). Nie ma o czym dyskutować…
Po co? Bo jest wiele do zrobienia, przede wszystkim w naszym sposobie postrzegania kobiecości i męskości. Przytaczana już tu wszechogarniająca mądrość ludowa powiada, że toczy się między nami wieczna walka i, że “kobiety, to bracie nie zrozumiesz”… Chodzi o to, żeby dostrzec, że poznawanie siebie nawzajem pomaga nie tylko się zrozumieć, ale także wzajemnie reagować na swoje potrzeby – w praktyce takie podejście zlikwidowałoby wiele naszych kłopotów, także problem dyskryminacji kobiet (a i mężczyzn nierzadko…) w pracy zawodowej, w polityce, w życiu społecznym, w Kościele (sic!). Dlatego proponuję odrobinę lektury.
Na początek wywiad z minister Joanną Kluzik-Rostkowską o sytuacji kobiety i rodziny w Polsce wraz z bardzo mądrymi propozycjami, jak rozwiązać wiele problemów społecznych i demograficznych.
Takich kobiet nam w polityce potrzeba. Dlaczego jest ich tak mało? Dla zainteresowanych problemem dyskryminacji w polityce i w pracy zawodowej tekst w formacie pdf:
lub ciekawy artykuł na stronie fundacji Kobiety dla Kobiet:
Do tego artykuł z cyklu, który ostatnio proponuje “Polityka”. “Nie boję się ciąży” deklaruje Kurt Iversen, dyrektor firmy Baltic Accountants and Consultants w Warszawie. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę na to, że rozwiązania prponowane przez pana Kurta dotyczą firm dużych. Trudno bowiem przekonywać właścicieli małych firm o charakterze usługowym, że strata jednej fryzjerki czy sprzedawczyni na ponad pół roku to największe szczęście, jakie im się mogło przytrafić. Tu potrzebna jest solidarność społeczna i rozwiązania prawne, które w takiej sytuacji zrzucą odpowiedzialność finansową z pracodawcy i zachęcą kobiety do jak najszybszego powrotu do pracy. Z pożytkiem dla kobiet i dla dzieci – bo nikt już chyba nie ma wątpliwośći, że jedyną szansą na wyrównywanie wychowawczych, społecznych i edukacyjnych nierówności wśród dzieci jest jak najszybsze posłanie ich do żłobków i przedszkoli.
Proponuję także spojrzeć do kilku innych opracowań naukowych na ten temat (niestety w wersji drukowanej, bo jak już wszystkim wiadomo prawo autorskie zabrania wrzucania tego do sieci…) , np.:
- M. Fuszara, Kobiety w polityce, Warszawa 2007.
- H. Domański, Zadowolony niewolnik? Studium o nierównościach pomiędzy kobietami i mężczyznami w Polsce, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa 1992.
- Szklany sufit. Bariery i ograniczenia karier kobiet, red. A. Titkow, Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2003.
Poza tym krótki słowniczek pojęć dotyczących polityki równouprawnienia kobiet i mężczyzn, opracowany przez Komisję Europejską. Myślę, że warto się dowiedzieć, o co w ogóle z tym równouprawnieniem chodzi…
Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę fakt, że czasem lekarstwo jest gorsze od choroby… i tak bywa z feminizmem. Dlatego nie zachęcam do ideologicznego bycia za lub przeciw. To nie seksmisja. Zachęcam do refleksji i zapoznania się różnymi wizjami, np. z wizją “chrześcijańską” tzw. nowego feminizmu. Jego najrozsądniejszą znawczynią jest znana z “Więzi” (i z DSW, w której gościła chyba dwa lata temu, mówiąc o feminzimie właśnie) Joanna Petry-Mroczkowska. Poniżej link do fragmentu wywiadu, jakiego udzieliła “Gościowi Niedzielnemu”
O nowym feminizmie pisała “Więź” w styczniu 1998 roku. Poniżej link do artykułu, który podobnie jak wiele ciekawych tekstów na ten temat, można znaleźć na stronie fundacji Kobiety dla Kobiet.
I artykuł “zbiorczy” znanego skądinąd Wojciecha Bonowicza, który z męskiej perspektywy obserwuje poglądy takich feministek jak Mary Ann Glendon, przy okazji udowadniając na podstawie tekstów polskich feministek, że nie taki diabeł straszny.. Co jednak najważniejsze – to mężczyzna rozprawia się ze stereotypami na temat feministek w Polsce. Naprawdę polecam!
Zapraszam też na stronę “sąsiedniego” PAT-u o teologii ciała Jana Pawła II i wynikającym z niej nowym feminizmie:
W tym miejscu wypada wrzucić też najpełniejszą wizję kobiety, jaką dał na razie Kościół poprzez Jana Pawła II i Jego “List do kobiet”. Oczywiście i ten dokument bywa przedmiotem konstruktywnej krytyki, gdyż kontynuuje odwieczny sposób patrzenia na kobietę jako na “niemężczyznę”. Poza tym problem tego rzekomego geniuszu, o którym w wywiadzie wspomniała Joanna Petry-Mroczkowska (to, że niby kobiety go mają… co jednak z geniuszem mężczyzn?)… można i trzeba się spierać. Najpierw jednak wypada przeczytać:
Poza tym polecam najnowszą książkę pani Joanny “Niepokorne święte”. Tak o niej pisze Sławomir Rusin z “Listu”
“Kobiety beatyfikowane czy kanonizowane przez Kościół kojarzą się nam przeważnie z istotami cichymi, posłusznymi, wycofanymi z życia publicznego, które w poświęceniu i pokorze oddają się obowiązkom matki, czy zakonnicy lub z męczeństwem.
Św. NN “dziewica”, św. NN “wdowa”, św. NN “matka dzieci”, św. NN “męczennica”, św. NN “rekluzka” itp. Ciekawe dlaczego święci mężczyźni jakoś rzadziej noszą hagiograficzne przydomki: “wdowiec”, “ojciec dzieci”, nie mówiąc już o przydomku… no właśnie, jaki jest męski odpowiednik słowa “dziewica”?
Święta–bierna, na pewno nie emancypantka. Gdzieżby inaczej. Nie mówię, że bycie cichym, posłusznym, pokornym i wykonywanie z poświęceniem swoich obowiązków nie jest dobre, że nie potrzebujemy takich wzorców. Potrzebujemy bardzo. Co więcej, myślę, że dziś takie wzorce być może bardziej niż kobietom przydałyby się mężczyznom. Nie można jednak zapominać, że w historii Kościoła było wiele kobiet, które działały – jakby niektórzy określili – na „męskim” polu życia publicznego i na “męski” sposób, tj. poza domem, klasztorem, posiadając skonkretyzowane cele i uparcie, czasem przy sprzeciwie (o zgrozo!) mężczyzn, do nich dążąc. Zakładały klasztory, uniwersytety i misje, prowadziły wojny i walczyły o pokój, pouczały królów i papieży. O takich wybitnych kobietach, w dodatku świętych, pisze w swej książce Joanna Petry Mroczkowska. To rzetelna, a przy tym porywająca, analiza ich postaw.”
Ciekawe jest również spojrzenie Elżbiety Adamiak, która próbuje odczytać historie biblijne z kobiecej perspektywy, ukazując, że wizja kobiety, którą przedstawia Kościół (najcześciej, na szczęście nie wyłącznie), nijak się ma do opisów biblijnych. Polecam zatem Milczącą obecność i Kobiety w Biblii .
Równie gorąco polecam: J. Makowski, Kobiety uczą Kościół, Warszawa 2007 (wywiady z teolożkami feministycznymi – Elżbietą Adamiak, Moniką Waluś; filozofkami – Ewą Wipszycką, Anną Karoń-Ostrowską, uczennicą ks. Tischnera, publicystkami, siostrami zakonnymi, z Hanną Gronkiewicz-Waltz i… z Magdaleną Środą – kobietą chyba najbardziej denerwującą Kościół polski, być może najmniej dialogiczną spośród polskich feministek, ale też posiadającą, z racji pełnionej kiedyś funkcji, wielką wiedzę o rzeczywistości kobiet polskich).
Część tych książek (tzn. te, które mam) mogę udostepnić do KTO-siowej biblioteki…
Posted in Brak |
1,205 Comments »