Godzi się iść na wybory
janusz.maruszczyk
21 października 2007 odbędą się wybory do Parlamentu RP. W tym krótkim artykule chciałem podzielić się z wami moimi przemyśleniami na temat wyborów. Artykuł kończy kilka argumentów, które może skłonią was do uczestnictwa w wyborach.
Na wstępie krótka analiza stanu życia politycznego i społecznego w Polsce. Jednymi z bardzo charakterystycznych cech naszego społeczeństwa oraz naszych klas politycznych są pesymizm i brak zaufania. Często z założenia nie ufamy komuś lub czemuś. Przekłada się to bezpośrednio na zachowania polityczne – zarówno na poziomie poszczególnych polityków, jak i partii oraz frakcji. Politycy odwołując się do zakorzenionej w Polakach nieufności, wzmacniają ją i pogłębiają, co znajduje z kolei odbicie w spadającej frekwencji wyborczej. Spadająca frekwencja jest oznaką frustracji i pesymizmu – co z kolei powtórnie wykorzystują politycy jako emocje bazowe pod budowę ich kapitału politycznego.
Trzeba abyśmy sobie uświadomili, że tak naprawdę to my nie jesteśmy tacy źli.
W jakiś dziwny sposób jednak, przy bliższym poznaniu, my Polacy okazujemy się ludźmi otwartymi i przyjaźnie nastawionymi oraz trzeźwo myślącymi. To dobrze widać poprzez porównanie ze społeczeństwami zachodnimi, które często kierują się głównie konsumpcyjną wizją świata i utylitaryzmem dnia codziennego. Polacy potrafią obudzić w sobie olbrzymi entuzjazm i przedsiębiorczość – liczne wydarzenia z naszej historii dały temu dowód.
Myślę, więc że dyskusja na temat pójścia/niepójścia do wyborów tak naprawdę dotyczy raczej pytania o to, jakim naszym emocjom, cechom chcemy podlegać i jakie chcemy w sobie utrwalać. Czy uważam się za konsumenta, klienta państwa i narodu, czy raczej za jego część współodpowiedzialną za jego kształt?
Polacy w zawrotnym tempie nadrabiają zaległości gospodarcze. Równocześnie nie tracą swojej świadomości bycia narodem słowiańskim, narodem, który będąc częścią zjednoczonej Europy, zachowuje własną wewnętrzną odrębność i duchowość. Jak na razie nie jesteśmy jeszcze zbiorem odrębnych jednostek, żyjących na własny rachunek i zapatrzonych w swój osobisty sukces.
Podsumowując, rozważcie proszę następujące kwestie:
- My nie możemy się potknąć przed urną wyborczą. Przed Polską ważniejsze wyzwania.
Budowa pozycji Polski w Europie, utrzymanie tempa rozwoju gospodarczego oraz rozwój postaw patriotycznych i obywatelskich to jedne z najbardziej bieżących potrzeb naszego kraju. Myślę, że przed Polską stoją niesamowite szanse. - Ktoś musi przerwać spiralę społecznej nieufności i pesymizmu. Najprostszą metodą jest po prostu obdarzenie kandydatów zaufaniem i zagłosowanie na nich.
- Godzi się iść i spełnić swój obowiązek społeczny. Postawa jasnego patrzenia w przyszłość i zaufania dla rządzących jest o wiele bardziej konstruktywna niż postawa negacji. Postawa negacji i pustego, destrukcyjnego buntu jest po prostu niegodna.
Głosowanie jest dobre, bo ma dobry wpływ na samego głosującego, (bo spełnił swój obowiązek i zachował się przyzwoicie), na kandydata, (bo jednak nadal ktoś mu wierzy),
i na społeczeństwo (bo widzimy, że jest w nas entuzjazm i odpowiedzialność). - Duża frekwencja wyborcza może być jasnym sygnałem dla Europy i Świata, że Polacy – mimo różnic, są silnym i dumnym narodem, który mimo trudności odbudowuje swoją pozycję. Albo raczej sygnałem, że Polacy zaczynają się jednoczyć.
Z pewnością można by wyliczyć jeszcze wiele argumentów za tym, żeby pójść do wyborów. Zawsze jest to indywidualna decyzja. Ja jednak uważam, że godzi się iść na wybory.
Pozdrawiam serdecznie,
Janusz Maruszczyk
Posted in Wybory |
1,346 Comments »
05 October 2007 o godz. 04:58
[...] gorąco zachęcam do przeczytania artykułu napisanego przez Janusza, “Godzi się iść na wybory” – to bardzo ciekawy i słuszny punkt [...]
06 October 2007 o godz. 11:41
Polecam artykuł Josepha Sobrana, który nieco inaczej spogląda na kwestię głosowania – jako na legitymizowanie zorganizowanej przemocy:
http://luke7777777.blogspot.com/2007/08/tumaczenie-joseph-sobran-jak-gosowa-za.html
07 October 2007 o godz. 06:06
Oczywiście zgadzam się z Januszem, na wybory pójdę… problem jednak nie w technicznym rozwiązaniu problemu (panowie – świetny pomysł z plakatem!), ale w decyzji, komu zaufać. Już kiedyś podnosiliśmy problem wyborów przy kazji kwot na listach – chodziło oczywiście o liczbę kobiet. Wydaje się, że pośrednio postulat ten został zrealizowany. Są partie (jako, że jest kampania, nie wymienię ich nazw, ale można się łatwo zorientować, czytając listy), które wprowadziły zasadę, że w pierwszej trójce musi być kobieta. I, cytując Janusza, powiem, że to się godzi. Zatem zaufać kobietom? Tak, jeśli uważacie, że jakaś kandydatka jest po prostu najlepsza – to oczywiste, żadnej taryfy ulgowej, nawet jeśli pani kandydatka pisze dobre książki, ma ładne oczy czy znane nazwisko (lub męża…).Bo nie chodzi o to, żeby koniecznie głosować na kobiety – chodzi o to (i tu apel do pań i panów!), by zainteresować się propozycjami poszczególnych partii, jak chcą rozwiązywać problemy kobiet w pracy, rodzin posiadających małe dzieci itd. I jeszcze jedna prośba – nie dajcie się zwieść “becikowym”, ulgom, urlopom i innym takim – zastanówice się, czy to wszystko łączy się wjakiś sensowny i spójny plan:) Powodzenia!
28 October 2007 o godz. 10:16
Na wybory poszedłem. Nie głosowałem na PiS. Nie głosowałem na PO. Głosowałem zgodnie z własnymi przekonaniami, niestety nikt reprezentujący moje poglądy nie znalazł się w parlamencie. Jeno sami socjaliści i złodzieje. Ech. Jeżeli ktokolwiek sądził, że PO to partia liberalna może już zmienić swoje wyobrażenia świata. Podatki wzrosną, ulgi znikną, liniowego nie będzie, prywatyzacji nie będzie, socjalizm trzyma się mocno…
Point de reveries messieurs et mesdames…